Czarodziejska Mała Fatra

Janosikove Diery & Velky Rozsutec (1610 m n.p.m)

Wielki Rozsutec to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny szczyt Krywańskiej części Małej Fatry i jednocześnie jeden z najpiękniejszych szczytów Słowacji. Jest wręcz idealną bazą wypadową na jednodniówkę po górach, a dodatkowo dostarcza mnóstwo pięknych widoków, urozmaiceń podczas wędrówki w postaci stromych zejść/wejść (zależy od strony, od której wchodzimy), wodospadów, drabinek i odprowadzającego nas prawie do podnóża Rozsutca potoku. Żeby cieszyć oczy wymienionymi na końcu atrakcjami oraz podarować sobie trochę kojącego chłodu, warto wybrać drogę przez Janosikowe Diery, a dokładniej ich III część zwaną Horne Diery. Należy pamiętać, że niektóre szlaki na Słowacji ze względów bezpieczeństwa otwierane są dopiero 15 czerwca. My o tym nie wiedzieliśmy, ale na nasze szczęście podróż wypadła właśnie 15 czerwca.


Po kolei...

Decyzja o wyjeździe do naszych południowych sąsiadów w celu zwiedzenia nieco ich szlaków górskich zapadła nagle, szybko i kompromisowo. Wędrówkę rozpoczęliśmy z miejscowości Terchova, a dokładniej jej części zwanej Biely Potok. W tym miejscu znajduje się dość rozpoznawalny hotel Diery, w okolicy którego za 5euro można pozostawić samochód na cały dzień. Obok hotelu znajduje się gablota obrazująca szlaki, którymi możemy się udać.

(Ten fragment tekstu oznaczam innym kolorem, ponieważ nie wnosi nic, co chciałby przeczytać ktoś zainteresowany malowniczą trasą, którą opisałam na początku) My nie potrzebowaliśmy informacji zawartych w gablocie obrazującej szlaki, ponieważ nasz wspaniały nawigator wyczytał dzień wcześniej, że po pierwsze należy przejść przez kładkę, a potem to już do góry! Prosto do wodospadów, kładek, potoczku! I tak oto wędrowaliśmy wśród łąk, później wśród zwyczajnego lasu, i znów wśród zwyczajnego lasu i tak aż do momentu, gdy ktoś powiedział STOP! Nie będziemy dalej wędrować tym zwyczajnym lasem! I tak oto po godzinie znów znaleźliśmy się pod hotelem Diery i zaczęliśmy wędrówkę jeszcze raz.


Po zapoznaniu się ze szlakami ruszyliśmy przed siebie, pierwszym celem były Horne Diery. Żeby wejść na odpowiedni szlak trzeba przewędrować około 100 metrów wzdłuż potoku, mijając po prawej stronie restauracje oraz hotel. Później przechodzimy przez pierwszą z tysiąca kładek, przez które przyjdzie nam jeszcze się przeprawiać. Trasa jest przyjemna, chłód wąwozu dodaje energii, a urozmaicenia typu drabinki ustawione pionowo do wodospadu, sprawiają, że nie nudzi.
 

     


 Po około 1,5h marszu wyłania się polana, na której musimy podjąć ważną decyzję. Mały Rozsutec, czy Wielki Rozsutec? My postawiliśmy od razu na Wielki i ruszyliśmy już nieco bardziej pod górkę. Wyszliśmy po około 2 godzinach, po drodze nie da się przejść obojętnie obok roztaczających się widoków. Najlepiej zatrzymywać się co parę metrów i podziwiać!




 Teraz nieco ciekawsza strona Wielkiego Rozsutca, czyli droga w stronę "ronda", które widać na poprzednich zdjęciach. Tutaj mamy trochę łańcuchów, które jednak zbytnio się nie przydają.





Zarówno w trakcie powrotu jak i na końcu bardzo przydaje się potok, jako naturalny zmywacz zmęczenia. Po powrocie obok parkingu zastaliśmy również już otwarte restauracje, w których za przystępną cenę można dobrze się najeść przed drogą powrotną.




Popularne posty

Dzika Europa ukryta w Delcie Dunaju

Spreewald - kajakiem po krainie wandali

Kaniony Azji Środkowej – Skazka czy Charyn?