Wypożyczenie samochodu na Islandii – (nie)poradnik



Fakt, że podczas moich podróży zawsze coś idzie nie tak, niestety nie upoważnia mnie do napisania typowego poradnika. Myślę że tekstów o tym co zrobić, żeby było dobrze jest już wystarczająco dużo. Pytanie co zrobić, jeżeli należy się do grupy tych szczęśliwców, którzy przygody zaliczają nawet przy rzeczach banalnie prostych. Na co zwrócić uwagę i czego niespodziewanego można się spodziewać? Prawdopodobnie moja historia to przypadek jeden na milion, ale może akurat ktoś jakimś dziwnym trafem również wynajmie nielegalny samochód bez ubezpieczenia i dokumentów. Zapraszam!

Dlaczego warto zainwestować w lepsze ubezpieczenie?

Każdy, kto wybiera się do Islandii zauważył już pewnie na mapie, że nie ma tam zbyt dużego wyboru jeżeli chodzi o drogi. Droga nr 1 to główna, prowadząca naokoło wyspy asfaltówka. Istnieje jeszcze kilka asfaltowych dróg poza nią, które umożliwiają wjazd nieco w głąb wyspy np.: trasa wokół Golden Circle. A co z resztą kraju? Reszta kraju to drogi oznaczone literką „F”, czyli drogi offroadowe, do których pokonania potrzebna jest solidna terenówka, a każda próba przejechania po nich zwykłym samochodem może skończyć się lawetą. W okresie zimowym większość dróg F jest nieprzejezdna, ze względu na warunki atmosferyczne.
Wracając do dróg głównych. Do ich pokonania wystarczy zwykłe, małe autko, ale trzeba pamiętać, że poruszanie się po nich również bywa nieco stresujące, dlatego warto być przygotowanym na pewne okoliczności. Przytoczę tutaj dwie sytuacje, w których ja poczułam dreszczyk emocji.

Pierwsza miała miejsce podczas próby dotarcia do słynnej laguny lodowcowej. Cały dzień była piękna pogoda, dlatego zaskoczyło mnie niezmiernie, gdy w ciągu sekundy czarujące, wulkaniczne pustkowia zaczęły rzucać w samochód pyłem i kamykami. Następnie olbrzymie jęzory lodowca pogrążone we mgle, postanowiły wciągnąć nas w swój świat osypując padającym poziomo śniegiem. Konkretniejsza masa samochodu była wtedy bardzo pożądana. Dlaczego? Wiatr był tak silny, że w myślach widziałam już nasze leciutkie autko lecące dachem do dołu na wulkaniczne kamienie. Szybko zawróciliśmy z pochłaniającej nas zamieci, ale to przecież nie tak hop siup. Trzeba było zmierzyć się jeszcze z pędzącymi tirami, które przy wietrze około 100km/h generowały niezwykły opór powietrza. Świadomość, że w pobliżu nie ma nic i nikogo pogłębiała uczucie strachu i podekscytowania. Zrozumiałam wtedy czym naprawdę jest Islandia. To natura, której nikt nie jest w stanie się oprzeć. To natura, wobec której człowiek jest nikim.

Druga sytuacja była już mniej poetycka. Na niektórych drogach bocznych, które nie są oznaczone symbolem „F” występują drobne kamyczki. Nie jest problemem przejechanie po nich zwykłym, małym samochodem. Problem zaczyna się wtedy, gdy pędzący z dużą prędkością jeep wykona manewr wyprzedzania...Wtedy niegroźne kamyczki dostają skrzydeł i uderzają z dużą siłą o szyby samochodu. Nie da się przed tym uchronić, nie da się tego przewidzieć. Patrząc na szybę naszego samochodu, chyba dość dużo osób zaliczyło takie kamieniowanie przed nami.


Wynajem samochodu i drogi na Islandii

Wynajem samochodu i drogi na Islandii

Przed wyjazdem przeczytałam baaardzo dużo artykułów, postów, porad na forach (zarówno polskojęzycznych jak i anglojęzycznych) zanim znalazłam to czego szukałam. A czego dokładnie szukałam? Małego samochodu w przystępnej cenie, z niewielkim wkładem własnym i koniecznie ubezpieczeniem SCDW. Zwykłe ubezpieczenie (CDW) oferowane w cenie wynajmu nie obejmuje zazwyczaj tak istotnych elementów jak np. szyby, koła, silnik, a nawet laweta w razie W, dlatego chciałam trzymać rękę na pulsie i mieć jak najlepszą ochronę (w końcu to pierwszy raz z wypożyczalnią).
Okazało się, że znalezienie samochodu spełniającego powyższe kryteria nie jest takie proste, a w zasadzie niewykonalne. Dodatkowo brak karty kredytowej zamyka drogę do większości wypożyczalni. Człowiek postawiony w sytuacji bez wyjścia drzwiami, szuka wyjścia oknem, tak też trafiłam na informację o Polakach mieszkających na Islandii, którzy wypożyczają swoje samochody bez żadnego „papierka”. Do znalezienia takiej osoby przyda się grupa na Facebooku „Polacy na Islandii” – zawsze trafi się ktoś, kto pomoże. Dobra opcja, ale szukałam dalej. I znalazłam...


Carrenters.is, czyli wypożyczalnia peer to peer na Islandii

Carrenters to nic innego jak pośrednik pomiędzy prywatnymi osobami, które chcą udostępnić swój samochód, a osobami chcącymi z tej usługi skorzystać. 

Wypożyczenie samochodu powinno wyglądać następująco. Po pierwsze rejestrujemy się na stronie internetowej pośrednika i uzupełniamy swoje dane. Następnie można przejść do wyboru samochodu. Najlepiej wybrać auto, które uzyskało już wcześniej dobre opinie, to zmniejszy ryzyko wypożyczenia złomu. Przy każdym samochodzie są zamieszczone indywidualne informacje od właściciela dotyczące ceny, minimalnego czasu wynajmu, miejsca odbioru itd. W razie pytań można skontaktować się z nim przed rezerwacją przykładowo w celu ustalenia, czy jest w stanie podwieźć samochód na lotnisko. Jeżeli wszystko jest jasne dokonujemy rezerwacji i czekamy na akceptację właściciela. Po potwierdzeniu dostępności samochodu, na naszym koncie udostępnione zostaną dokumenty (umowa i dokument potwierdzający zwrot samochodu), które teoretycznie powinien wydrukować właściciel, ale nie zaszkodzi mieć ich ze sobą na wszelki wypadek, gdyby zapomniał. Dokumentacja jest bardzo ważna, ponieważ na miejscu należy zawrzeć w niej informacje o wszystkich wadach samochodu, które zaobserwujemy podczas oględzin. Po oddaniu samochodu, stanowi ona potwierdzenie, że właściciel otrzymał go w stanie nienaruszonym (bardziej niż był) z powrotem. Na dole każdego dokumentu obie strony składają podpisy. Płatność teoretycznie możliwa jest tylko za pomocą karty kredytowej, ale w administracji powiedzieli nam, że „można próbować kartą debetową, jeżeli płatność przejdzie to będzie ok”. Pieniądze ściągane są z konta w momencie akceptacji rezerwacji przez właściciela. Wcześniej można jeszcze wybrać dodatkowe ubezpieczenie SCDW (Super Collision Damage Waiver), które znacznie minimalizuje wkład własny. Tak to wszystko wygląda teoretycznie. Prawdopodobnie w większości przypadków sprawdza się to również w praktyce.

Podsumowując. Ogólne założenia pośrednika są bardzo trafne, a oferty bardzo atrakcyjne przede wszystkim ze względu na ceny oraz elastyczność. Carrenters jako pośrednik jest bardzo dobrą firmą, ale tak naprawdę większość zależy od właściciela, który ostatecznie oddaje swój samochód w nasze ręce. I tak zaczyna się moja historia, która dość znacznie odbiega od prawidłowego przebiegu wypożyczania samochodu.

Samochód carrenters Islandia

Wrakiem po Islandii

Zaczęło się wzorowo. Znaleźliśmy odpowiedni samochód. Pojawił się minimalny problem, ponieważ nie mieliśmy karty kredytowej, żeby opłacić rezerwację, ale „jak przejdzie debetową to ok”. I przeszło. Właściciel oznajmił, że przywiezie samochód na lotnisko i będzie czekał na nas w sekcji przylotów z wypisaną, imienną tabliczką.
Nadszedł dzień, w którym stanęliśmy na lotnisku w Keflaviku z optymistycznym założeniem, że skoro miał być, to na pewno będzie. I tutaj całą moją filmową wizję uradowanego mężczyzny, machającego kartką z moim imieniem szlak trafił. Było prawie pusto i chociaż co druga osoba trzymała jakąś kartkę, to nie była to TA kartka. Zaczęła się wędrówka mająca na celu przesłuchanie wszystkich obecnych, czy przypadkiem nie czekają na nas. Jak się okazało nikt nie czekał, ponieważ właściciel naszego przyszłego samochodu najzwyczajniej w świecie o nas zapomniał. Kiedy w końcu około 12:00 w nocy dotarł na lotnisko okazało się, że samochód tak naprawdę nie jest od osoby prywatnej, tylko służy również w wypożyczalni „Rent a wreck”. Cóż za trafna nazwa, gdyby tak tylko przerobić ostatnie słowo na „wrak”. Przystąpiliśmy do formalności. Mężczyzna zaproponował nam, że podjedziemy do biura i tam będziemy mogli uiścić opłatę za wkład własny. Pierwsze jednak wyszliśmy obejrzeć samochód, żeby spisać wady, które posiadał. A posiadał ich sporo. Po wszystkim podpisaliśmy papiery, a właściciel zostawił nam samochód i sobie poszedł. Nie wiem czy zapomniał o tym, że mieliśmy opłacić wkład własny, czy może zrezygnował z niego, gdy dowiedział się o naszym dodatkowym ubezpieczeniu SCDW. Zadowoleni wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Dojechaliśmy do szlabanu na parkingu lotniskowym. Podczas próby zapłaty za parking okno od strony kierowcy jak się otworzyło, tak już zostało. Bez namysłu wykonaliśmy szybki telefon do gościa, żeby natychmiast wracał i dopisywał na umowie kolejne usterki. I tym sposobem po 10 minutach znów się widzieliśmy. Okazało się, że te modele tak mają (no tak! Jak mogłam na to nie wpaść) i nie ma się co przejmować. Trzeba szybę „wytargać” do góry to się zamknie, a tak w ogóle to jest zimno i może dlatego się nie zamyka, ale przede wszystkim nie przejmować się tym. No cóż, nie było innego wyjścia niż wziąć sobie tą cenną radę do serca Przydała się później niejednokrotnie. Tym sposobem dojechaliśmy już nie kilka metrów, a kilka kilometrów dalej (szło coraz lepiej!), a mianowicie na stację. Chciałam pójść zapłacić za paliwo, ale niestety nie mogłam. Drzwi od strony pasażera nie działały. I tak właśnie stałam się księżniczką wyjazdu czekającą, aż gentleman otworzy drzwi. Niejednokrotnie ludzie spoglądali na to widowisko nieco rozbawieni, bo w końcu taka „obsługiwana” dama w Hyundaiu i10 to niecodzienny widok. Nieco gorzej wyglądało to, kiedy ja prowadziłam samochód i musiałam wysiadać, żeby otworzyć drzwi męskiej części załogi. Dalsza wyprawa to koncert stukania i innych dziwnych odgłosów. Raz tu, raz tam. Idąc za radą właściciela - nie przejmowaliśmy się. Moment kulminacyjny miał miejsce, gdy pewnego dnia nasza hostka z couchsurfingu zauważyła że z naszym samochodem jest coś nie tak. Z jej ust padły słowa „Guys! You have completley illegal car!” i wpadła w okrutny śmiech. Miała rację. Nie zorientowaliśmy się, że rok ważności ubezpieczenia (naklejony na tablicach rejestracyjnych) upłynął już dawno temu. Właściwie to my nie mieliśmy się czym przejmować (chyba), gorzej miałby się właściciel, gdyby sprawdziła nas policja. Na szczęście policjantów jest tak mało, że ciężko się na jakiegoś natknąć. 
W ostatni dzień właściciel kazał nam zostawić niezamknięty samochód na parkingu lotniskowym, z kluczykami w środku. Powiedział, że jeżeli z autem wszystko ok to ani my, ani on nie potrzebuje papierów. I tak zostawiliśmy samochód jakby nigdy nic, z tego wszystkiego nawet nie robiąc mu zdjęcia. Nie mieliśmy żadnego potwierdzenia, że oddaliśmy samochód z powrotem, ale wszystko skończyło się pomyślnie. Dzień później napisał, że odebrał samochód i wszystko w porządku. Uf...

Drogi na islandii marzec


Komentarze

Popularne posty

Dzika Europa ukryta w Delcie Dunaju

Tani wyjazd do Norwegii, czy to możliwe?

Spreewald - kajakiem po krainie wandali