Najpiękniejsza wioska Kazachstanu i konna wyprawa do Kolsai

Kurmeti ukryta wioska

Nocleg w popularnej, górskiej wiosce Saty? Nieee, to zbyt proste (no dobra zbyt trudne, bo okazało się, że nie ma miejsc noclegowych). Może by tak nocleg u kazachskiej rodziny w wiosce, której nie ma na mapie? Sama w życiu nie wpadłabym na taki pomysł. Na szczęście najlepsze pomysły wymyśla mój ulubiony przyjaciel pan Przypadek i tym razem również nie zawiódł. Teraz mogę podzielić się z wami wskazówkami dotyczącymi dotarcia do odizolowanej, pięknej i klimatycznej kazachskiej wioski. Co więcej. Przed wyjazdem wszyscy mówili, że do jeziora Kolsai to konno się nie jeździ, że tam to tylko przejażdżka wokół jeziora na zasadzie kiepskiej atrakcji dla leniwych. Nic bardziej mylnego!


Kurmeti, alternatywa dla Saty

Kurmeti to wioska, o której nie miałam pojęcia i patrząc po prawie zerowej ilości artykułów na jej temat wnioskuję, że niewiele osób się nią interesuje. To bardzo malutka wioska, która na mapie mobilnej widoczna jest dopiero po maksymalnym przybliżeniu. I to nie na każdej mapie. Znajduje się około 7km od dość popularnej wioski Saty, jest od niej znacznie mniejsza i rzadziej traktowana jako baza wypadowa w góry. Na próżno szukać tam normalnego sklepu, czy też restauracji. Zdziwieni będą Ci, którzy spodziewają się jakiegokolwiek luksusu lub chociażby hostelu. Nie ma. Jest za to tradycyjne kazachskie jedzenie, możliwość przebywania non stop z miejscowymi, krajobrazy powalające z nóg no i niesamowite dzieciaki, które swoją zaradnością przebijają niejednego europejskiego karierowicza. Można też pojeździć konno po malowniczych terenach i trochę się wyciszyć spoglądając na wiecznie ośnieżone górskie szczyty w oddali.

droga do Saty

Jak dojechać do Kurmeti i jak znaleźć tam nocleg

Ciężko stworzyć prostą odpowiedź na to pytanie. Zacznę od opisania serii przypadków, które mnie tam sprowadziły, a na koniec będą małe podpowiedzi jak można to zrobić nieprzypadkowo.

Historia miała swój początek już w Kanionie Szaryńskim, o którym pisałam w poprzednich postach. Miły pan z ciężarówki zawiózł nas na przystanek, znajdujący się na rozwidleniu dróg. Na wprost droga prowadziła do Kegen, natomiast w prawo był wymowny znak z napisem Kolsai. Nie dajmy się zwieść, że to blisko.

Droga Kolsai SatyKazachstan autostop













Na stopa/autobus czekaliśmy dość długo, a ruch był tak niewielki, że zaczęliśmy przeliczać zapasy żywności i planować swój ewentualny nocleg na wspomnianym wcześniej przystanku. Chwilę później dołączyła do nas para kazachskich autostopowiczów. Zmierzali tam gdzie my. Prawdopodobnie dotarli do wyznaczonego miejsca, my natomiast zostaliśmy rzuceni zupełnie gdzie indziej.
Pomoc zaoferował pewien mężczyzna, którego samochód po brzegi wyładowany był napojami gazowanymi i słodyczami. Oczywiście nie zabrał nas za darmo, ale nie chcąc już dłużej czekać zapłaciliśmy po kilka tenge i pojechaliśmy. Po kilkunastu kilometrach skończyła się droga, zaczęła się ulewa. Na tej beznadziejnej jakościowo drodze postawiono punkt sprawdzania paszportów. W końcu niedaleko za górami znajduje się już Kirgistan. To dodatkowo zwiększyło aurę tajemniczości i wzrosło poczucie brnięcia w całkiem inny, odizolowany i niedostępny świat. Po drodze mijaliśmy bardzo dużo malutkich wiosek, z nadzieją wyczekując miejscowości Saty, w której chcieliśmy przenocować. Droga okazała się bardzo długa. Jechaliśmy około 2h, a na końcu pomimo odwiedzenia kilku miejsc noclegowych, okazało się, że wszystkie są wypełnione po brzegi. Przynajmniej przepiękne krajobrazy dodawały otuchy i podnosiły poziom szczęścia, który w żadnym wypadku nie odpowiadał poziomowi naszego wypoczęcia i poczucia komfortu.

droga do Saty
Droga do Kurmeti












- Albo zostajecie, albo jedziecie dalej ze mną i zostaniecie na nocleg w mojej wiosce. - nasz kierowca przedstawił nam jasno opcje, które nam zostały.

Mimo, że dał nam wybór, wyboru raczej nie mieliśmy. Pozostanie w Saty byłoby ryzykowne. Brak noclegu, brak możliwości wydostania się z wioski i brak namiotu. Nie brzmiało to zbyt dobrze. Pojechaliśmy więc dalej, rozmyślając ciągle o tym w co się pakujemy. Byliśmy oddaleni o jakieś 4h jazdy samochodem od większego miasta, głodni, bez zasięgu i zmierzaliśmy do miejsca, którego nie znajdowała nawet mobilna mapa. Jakieś 3 razy przejeżdżaliśmy przez niewielką rzekę, droga prowadziła też przez pola i niewielkie zarośla.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy już nie czułam zaniepokojenia. Byłam głodna, zmęczona i wiedziałam, że gorzej już nie będzie. Miałam rację. Było tylko lepiej.

Kurmeti wioska obok KolsaiSer kazachski












Po przyjeździe powitała nas żona i dzieciaki. Dostaliśmy ogromny pokój w murowanym domu, który jak na standardy wioski był bardzo dobrze utrzymany. W środku było pusto i zimno. Dom składał się z pokoju gościnnego wyposażonego w stół, sofę, krzesła i rolety wykonane nieporadnie z mapy świata (w zasadzie okna były zaklejone mapą świata, ale wyglądało to całkiem inspirująco). W kuchni stało kilka szafek, w pokoju obok telewizor, w kolejnym jedno łóżko, a w przedsionku piekarnik i umywalka. Łazienki oczywiście nie było, a toaleta znajdowała się na zewnątrz w formie drewnianego ogrodzenia z dziurą w ziemi. Życie rodzinne toczyło się w małym blaszanym domku stojącym naprzeciw tego murowanego. W murowanym rodzina korzystała głównie z piekarnika i telewizora. Poza tym dom ten prawdopodobnie czekał na potencjalnych odwiedzających.

Tam właśnie nocowaliśmy.

wioska Kurmeti obok Saty

Do Kurmeti można dostać się własnym środkiem transportu, którym powinien być samochód 4x4. Początkowo jedzie się drogą, która prowadzi również do jeziora Kolsai (do którego można dojechać nawet zwykłym samochodem, droga jest szutrowa), przed punktem poboru opłat należy odbić na prawo i tam już zaczyna się droga, którą lepiej pokonać większą maszyną. W szczególności ze względu na przejazd przez rzekę.
W przypadku braku samochodu warto łapać stopa z miejsca gdzie krzyżuje się droga A-351 z P-16 i prosić o podwiezienie do Kurmeti np. za dodatkową opłatą lub zabrać się kimś kto jedzie do jeziora Kolsai, wysiąść odpowiednio wcześnie i udać się na trekking zmierzając do wioski. Jeżeli nie uda się złapać nikogo zmierzającego w to miejsce, to najlepiej pytać o podwózkę do miejscowości Saty (w sezonie wakacyjnym jeździ tam więcej turystów, a co za tym idzie większa szansa na złapanie stopa, ale też mniejsza na znalezienie noclegu). W Saty można zacząć poszukiwania osoby, która będzie chętna zawieźć do wsi Kurmeti. Prawdopodobnie każdy napotkany będzie skory do pomocy.
Niestety nie mam dokładnego adresu rodziny, u której spałam, ale wioska jest tak mała, że powinno wystarczyć zdjęcie domu. Możliwe, że są tam również inne rodziny oferujące możliwość przenocowania. Nasz domek znajdował się mniej więcej na końcu wioski po prawej stronie.
Gospodarze mają dość duże zapasy różnego rodzaju przekąsek i napoi (typu cola, bo zwykłej butelkowanej wody nie mieli), które można od nich kupić. Zaopatrywali się u nich lokalni mieszkańcy. Dla odwiedzających oferują również pyszne posiłki, przygotowywane w tradycyjny sposób, a kwota jaką pobierają za swoją gościnność jest niewiarygodnie niska.


Domek Kazachów




Dzieciaki ze wsi Kurmeti

Młotek w małej dłoni, gwoździe i naprawa zepsutego płotu. Trójka dzieci w wieku około 10 lat pieczołowicie wykonywała powierzone zadanie. Obok biegał mały 3-letni chłopczyk oraz jego 4-letni opiekun, czyli starszy braciszek. Spoglądając w góry, można było dostrzec stado biegnących koni. Nie biegły same. To kolejny 9-letni członek rodziny, który jadąc na swoim koniu zaganiał pozostałe zwierzęta do zagrody. W końcu było już późne popołudnie, a rodzice mieli do załatwienia wiele innych spraw, które pozwolą zapewnić lepszy byt, jedzenie oraz potrzebne rzeczy domowego użytku.
Kolejną sprawą było to, że niedawno zaczęły się 3-miesięczne kanikuły, co oznaczało dla dzieci wolność od nauki, ale również więcej domowych obowiązków. 11-letni Miros, z którym zżyliśmy się najbardziej zabrał nas na spacer po wiosce i opowiadał o swoim życiu wypytując również o nasze. Widać, że nie pierwszy raz miał styczność z ludźmi z innego kraju. Bariera językowa nie stanowiła problemu, bo dzieciak tak umiejętnie dobierał słowa, żebyśmy rozumieli o co mu chodzi. Przy okazji uczył nas języka kazachskiego. W szkole uczą się głównie narodowego języka i chłopczyk wielokrotnie powtarzał, że po rosyjsku mówi gorzej (w mojej opinii i tak mówił świetnie). Niesamowite móc poznać życie na wiosce oczami dziecka. Pokazywał nam jak gwizdać na łodygach kwiatków, wchodził na drzewa, skakaliśmy przez rzekę, ostatecznie nazywał nas Tarzanem i dziewczyną Tarzana, a ja wołałam na niego Mowgli.
Wieczorem Miros przychodził z kartami i z zapartym tchem obserwował jak buduję z nich domki. Ostatecznie całe rodzeństwo bardzo polubiło tą zabawę i ciągle nalegali, żebym budowała dalej.
Dzieci pomagały również w nakrywaniu do stołu i podawały nam posiłki oraz czorny czaj w małych czarkach. Picie herbaty to w Kazachstanie i Kirgistanie wyjątkowa ceremonia, podczas której można się wyluzować, odpocząć i przede wszystkim przestać się spieszyć.


Mięta w KazachstanieKazachskie dzieci na wsi

Kurmeti rzeka obok wioski




Wioska KurmetiKurmeti


Jazda konna do jeziora Kolsai

Gospodarz oznajmił nam, że kolejnego dnia pojedziemy konno na około 4-godzinną wyprawę do jeziora Kolsai. Kolsai to w zasadzie trzy jeziora, z czego do jednego można dojechać samochodem, do kolejnych trzeba już udać się pieszo lub konno. Pojechaliśmy do jeziora numer 1 nieuczęszczanym górskim szlakiem. Lekkim szokiem była jazda po górzystych terenach z przewodnikiem, którym został wcześniej wspomniany 11-letni chłopiec, ale czułam się z nim zdecydowanie bezpiecznie. Te dzieci rodzą się w siodle i dobrze wiedzą jak postępować z końmi. Widoki po drodze były tak wspaniałe, że nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na dotarcie do jeziora. Zatrzymaliśmy się też w jurcie, którą rodzina Mirosa postawiła niedaleko lasu, przez który przejeżdżaliśmy (jurta powstałą bardziej w celu turystycznym). Chłopiec zabrał nas też do ukrytego w okolicach jeziora wodospadu, który tworzyła odpływająca z Kolsai woda. Pierwszy raz w życiu moim przewodnikiem był dzieciak i muszę przyznać, że to najlepszy przewodnik, jakiego spotkałam. Koszt wycieczki konnej wyniósł w przeliczeniu 50zł/os.

Jezioro Kolsai konnoKonna wycieczka do Kolsai


Konno do jeziora Kolsai
Kazachstan konna wyprawa do Kolsai

Młody kazach na koniu
wodospad obok Kolsai












Całość czyli jeden nocleg, 4 syte posiłki oraz 4 godzinna jazda konna wyniosły 80zł/os. Nie wspominając o darmowych rzeczach, których doświadczyliśmy dzięki wspaniałym dzieciakom. Dzień przed wyprawą do Kolsai również jeździliśmy z Mirosem na koniach, w ramach zabawy.

Wspaniała wioska.
Dla poczucia lepszego klimatu zapraszam do zakładki VIDEO, gdzie znajduje się filmik z podróży po Kazachstanie.




KurmetiKurmeti


Komentarze

  1. Niesamowita przygoda i przeżycia. To się nazywa wyprawa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Opisane przez Was przeżycia są moją definicją tego, co odróżnia podróże i wędrowanie przez świat od zwykłej turystyki. Kiedy znajdujemy miejsce w sercu dla ludzi, których spotykamy w drodze i możemy cieszyć się ich gościnnością. Kiedy zamiast włóczenia się po wielkim city wsiąkamy w krajobraz, przyrodę i klimat. Miło się czytało Wasze wspomnienia z Kazachstanu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialna przygoda! :D Naprawdę się jaram! Bardzo fajnie wszystko; spontan, konie, góry, tajemnica... Super, bardzo bardzo zazdro i czekam na więcej. Więcej wpisów i więcej zdjęć, bo zdjęcia też świetne :D
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem będą kolejne wpisy z serii Kazachsko-Kirgijskiej :D Polecam się tam wybrać - przygody czyhają na każdym kroku :D Pozdrowienia!

      Usuń
  4. Kazachstan motocyklem to jedno z moich podróżniczych marzeń :) Kiedy już będę miała bilety w ręku na pewno tu jeszcze zajrzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motocyklem to dopiero będzie przygoda :) Trzymam kciuki, żeby się udało!

      Usuń
  5. Wspaniała przygoda. Marzą mi się wędrówki po republikach, wspomnienia na całe życie. Życzę ciągłych i nieustających podróży

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Dzika Europa ukryta w Delcie Dunaju

Spreewald - kajakiem po krainie wandali

Kaniony Azji Środkowej – Skazka czy Charyn?