Publiczne łaźnie siarkowe – przygoda w Tbilisi

 
Łaźnie siarkowe publiczne w Tbilisi

Dwa głębokie wdechy nie wystarczyły... już za chwilę miał nadejść moment, o którym podświadomie myślałam od kilku tygodni. Czułam adrenalinę sięgającą zenitu, czułam jakbym miała już nie wrócić tą samą osobą, w końcu pchałam się w miejsce przeznaczone bardziej dla miejscowych niż dla turystów, w dodatku pchałam się tam nago, bo inaczej nie było można. Nie przywykłam do takich akcji, dlatego właśnie wzięłam trzeci wdech i poszłam.


Nie było tak źle...krótka historia o tym jak pół naga Gruzinka robiła całkiem nagiej mi peeling szorstką szmatą w obecności innych nagich kobiet. Inaczej mówiąc post będzie o tym jak wygląda wizyta w publicznej łaźni siarkowej w Tbilisi, ile kosztuje, gdzie dokładnie znajduje się wejście do niej (co nie jest wcale takie oczywiste) oraz jak przygotować się na wizytę w tym mini spa.

Skąd wzięły się łaźnie w Tbilisi?   


Na terenach obecnej stolicy Gruzji osadnictwo istniało już w epoce miedzi, co potwierdzają badania archeologiczne. Przyjmuje się, że łaźnie zostały wybudowane podczas panowania Persów, czyli około VI w. n. e. Bardziej gruzińska wersja łączy odkrycie łaźni bezpośrednio z powstaniem Tbilisi i owiana nieco legendami. Mówi się, że gorące siarkowe źródła odkrył król Vakhtang I Gorgasali. Pewnego dnia podczas polowania, jego sokół nagle zniknął myśliwym z oczu. Odnaleźli go martwego przy gorącym źródle, w którym doznał śmiertelnych oparzeń. Gorgasali zdumiony i zachwycony licznymi gorącymi źródłami oraz krajobrazem, który je otaczał, nakazał wybudować w tym miejscu miasto, które nazwał Tbilisi (Tbili – z gruzińskiego „ciepły”). Miasto szybko stało się stolicą, która wcześniej usytuowana była w Mcchecie. Pomnik sokoła – odkrywcy postawiono przed siarkowymi łaźniami.

Łaźnie siarkowe w Gruzji

 

Jak dojść do publicznej łaźni?   

 

Marzenia o tym, że łaźnia znajduje się w charakterystycznych dla starożytnej dzielnicy Abanotubani kopułach możecie od razu porzucić. Ich wnętrza wykreowano już na bardziej luksusowe termy, w których za godzinny pobyt zapłacimy około 70GEL. Kupujemy tym samym prywatność i prawdopodobnie lepsze warunki. Łaźnia publiczna, w której nie ma prywatności, ale jest więcej prawdziwości znajdziemy wędrując w górę uliczką, która rozdziela kopuły. Po kilkudziesięciu metrach po prawej stronie ukaże się nie robiący dobrego wrażenia, stary budynek z napisem „BATH”. To właśnie tam. Po wejściu do drzwi, po prawej stronie znajduje się kasa, w której należy wykupić bilet. Poniżej mapka z zaznaczonym budynkiem.

Łaźnie publiczne Tbilisi

 

Ile kosztuje publiczna łaźnia w Tbilisi?

 

Koszt wstępu do publicznej łaźni jest niewielki, bo zaledwie 5GEL za nieograniczony pobyt. Pani z kasy pokieruje nas do odpowiednich drzwi. Za jednymi znajduje się szatnia damska, za drugimi męska. Po wejściu do „szatni” tzn pomieszczenia, w którym znajduje się kilka metalowych szaf i stara kobieta, która ich pilnuje można dokupić dodatkowo masaż oraz peeling ciała. Koszt każdego zabiegu to 10GEL. Jeżeli wybierzecie peeling warto zakupić również swoją własną ścierkę, którą będzie wykonywany. Ja niestety nie zrozumiałam o co chodzi i dopiero w trakcie zabiegu zorientowałam się, że jestem myta ścierką ogólnego użytku.

 

Co zabrać ze sobą do łaźni?

 

Należy mieć ze sobą ręcznik, klapki, płyn do kąpieli lub mydło i to by było na tyle.



Jak wygląda wizyta w łaźni – moje odczucia.


Weszłam do szatni. Nie wyobrażałam sobie jakiś kokosów, toteż widok metalowych, zardzewiałych szaf i ogólny szemrany klimat nie zdziwiły mnie zbytnio. Podeszłam do szatnio-mamy, czyli starej, grubej kobiety która ewidentnie pilnowała całego biznesu i zapytałam, gdzie mogę zostawić rzeczy. Na początek kazała mi nabić na wykałaczkę bilet, który kupiłam w kasie. Na wykałaczce było już dość sporo nabitych listków. Później powiedziała mi, że mam wszystko rozebrać i włożyć do szafki. No i tego momentu najbardziej się obawiałam. Pech chciał, że w szatni nie było żadnych innych klientek, była jedynie szatnio-mama i dwie kobiety, które czekały na zlecenie wykonania peelingu lub masażu. Patrzyły na mnie, a ja nieprzyzwyczajona do paradowania nago, ciągle miałam w głowie, że może tu jednak nie rozbiera się całkowicie, że będą krzywo patrzyli czy coś. Zaczęłam od kurtki, butów i innych nie wymagających odrzucenia wstydu rzeczy, czekając z nadzieją, że może wejdzie jakaś kolejna klientka. W grupie raźniej. Niestety jak zwykle musiałam poradzić sobie ze wszystkim sama. Wpadłam na genialny (tak mi się wydawało) pomysł. Przecież miałam ręcznik! Musiałam wyglądać jeszcze śmieszniej niż, gdybym normalnie się rozebrała i po prostu weszła do pomieszczenia docelowego, ale gdzieżby tam! Owinięta jak mumia i zadowolone ze swojego przebiegłego planu weszłam do właściwej łaźni. Przed moimi oczami ukazało się średniej wielkości pomieszczenie. Po jednej stronie były przymocowane do ściany rury (czyt. prysznice), po drugiej mały basenik 2mx2m. Szybko zorientowałam się, że muszę wrócić do szatni i pokornie oddać swój ręcznik, bo nie ma suchego miejsca, w którym można by go było powiesić wewnątrz. Po chwili stałam już nago razem z kilkoma innymi paniami i brałam prysznic w gorącej, siarkowej wodzie. Pani, która miała mi zrobić peeling doradziła, żebym weszła do basenu na kilkanaście minut. Woda była gorąca i sięgała szyi.

Zaczął się peeling. Pół naga Gruzinka starannie spłukała wodą kafelkowe łóżko i kazała mi się na nim położyć. Nałożyła mi na twarz maseczkę, po której nie bardzo mogłam otwierać oczy (może to i lepiej), po czym bez zbędnej delikatności zaczęła trzeć moje ciało szorstką szmatą. Od góry, aż do dołu. Nie ukrywam, że trochę to bolało, a już najbardziej na kolanach i łokciach. Zawsze bolało jak za dzieciaka wywracało się na asfalt i przejeżdżało kolanami po jego szorstkiej powierzchni. W gruzińskiej łaźni można przypomnieć sobie stare, dobre czasy i przeżyć to jeszcze raz. Ze względu na to, że poniekąd lubię ból dość szybko przywykłam do sposobu zdzierania ze mnie skóry. Całość trwała może 10-15 minut. Później zostałam umyta mydłem i spłukana z resztek pozostałości. Nigdy nie byłam bardziej czysta i gładka to mogę przyznać. No i szczęśliwa, że to przeżyłam. Osobom z tatuażami radzę uprzedzić panią wykonującą zabieg, żeby po nim nie tarła.

Relaksując się po zabiegu obserwowałam panie, które przebywały w łaźni. Moja peelingistka stanęła na wprost mnie i bez krępacji ściągnęła majtki zaczynając dokładnie myć swoje ciało. Tak samo wyglądała reszta kobiet, jedne się myły, drugie goliły. Zero stresu. Tak właśnie wygląda pobyt w gruzińskiej łaźni. Niezapomniane, dziwne przeżycie, ale zdecydowanie warto! Dla osób, które wcześniej korzystały z sauny lub zabiegów, w których uczestniczy się nago pewnie sama wizyta nie będzie wielkim wydarzeniem – może jedynie „brutalny” peeling :)

Wizyta w publicznych łaźniach siarkowych w TbilisiŁaźnie siarkowe w Tbilisi


3 komentarze:

  1. Niezwykła przygoda, która z pewnością zapamiętasz na długo. Ciekawy też sposób, by Gruzję poznać z innej strony :)
    A korzystałaś może z łaźni w Polsce? Masz może porównanie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce korzystałam jedynie ze zwykłych term i masaży, ale żadna ta wizyta nie jest porównywalna do wizyty w gruzińskich łaźniach :D

      Usuń
  2. Super opisane. Gruzińska łaźnia miejsce konieczne do odwiedzienia

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Wild Heart Tour , Blogger