Orla Perć - całość w jeden dzień

 
Orla Perć dziewczyna

Orla Perć – owiany tajemnicą szlak, który zyskał miano najtrudniejszego szlaku górskiego w Polsce (choć w rzeczywistości istnieje jeszcze kilka o podobnej skali trudności). Jeśli to czytasz to zapewne chcesz się z nim zmierzyć i zastanawiasz się czy dasz sobie radę. Prawdopodobnie odczuwasz też dreszczyk emocji związany z planowaną trasą i szukasz relacji innych próbując ocenić sytuację z domowego fotela i zrobić chociaż niewielkie rozeznanie. Też tak miałam, dlatego zaraz po opisie jak dokładnie wygląda trasa, przez jakie szczyty przebiega i ile czasu należy na nią poświęcić podzielę się z wami moimi emocjami, które towarzyszyły mi podczas przejścia Orlej Perci. Zapisałam je 2 dni po przejściu tego szlaku, kiedy czułam jeszcze potężny ból w nogach, rękach i wszystkim innym, bo wiecie jak to jest...im później się o czymś opowiada tym bardziej myśli zmierzają w kierunku, że to nie było w sumie nic wielkiego i poszło lajtowo. Zaczynamy!


Orla Perć – informacje praktyczne (czas przejścia, długość, szczyty)


Orla Perć to szlak prowadzący od Zawratu po Krzyżne. Jest to najdłuższy graniowy szlak w Tatrach Wysokich, który przebiega przez Kozią Przełęcz, Kozie Czuby, Kozi Wierch (najwyższy szczyt leżący tylko w Polsce), Granaty i Zmarzłą Przełęcz Wyżną.

Sama Orla Perć liczy sobie 4,3km, ale trzeba wziąć pod uwagę, że na Zawrat trzeba się jakość dostać, a z Krzyżnego trzeba jeszcze zejść do samochodu lub schroniska. Wiele osób dzieli szlak na kilka razy, mniej decyduje się na przejście całości w jeden dzień. Najczęściej startuje się ze schroniska Murowaniec lub Doliny Pięciu Stawów. Ja startowałam bezpośrednio z Kuźnic, a odległości prezentowały się następująco:
Kuźnice – Zawrat 8,8km (około 4,5h)
Zawrat – Krzyżne 4,3km (mi zajęło około 7h)
Krzyżne – Kuźnice 9,7km (mi zajęło ok. 8h i myślałam, że umrę z bólu nóg)



Odcinek Zawrat-Krzyżne tak jak wspominałam można podzielić na mniejsze etapy i myślę, że to bardzo dobry wybór dla osób ze średnią kondycją. Sama pewnie zdecydowała bym się na tę opcję, tylko że jakoś wcześniej na to nie wpadłam :) Przykładowe odcinki:

Zawrat - Kozia Przełęcz (odcinek jednokierunkowy) ok. 1h 20min
Kozia Przełęcz – Kozi Wierch (jednokierunkowy) ok. 1h 30min
Kozi Wierch – Skrajny Granat ok. 1h 35min
Skrajny Granat – Krzyżne ok. 2h15min (nie ma możliwości wcześniejszego zejścia ze szlaku!)

Przejście Orlej Perci – czy dam sobie radę?


O trudności tego szlaku ciężko rzetelnie opowiedzieć, bo jest to kwestia bardzo indywidualna. Przed przejściem dość pobieżnie czytałam opinie na temat tego szlaku i wychodziło z nich 50/50. Jedni trzymają się tego, że to bardzo trudny i wymagający szlak, inni są wręcz zniesmaczeni, że był tak łatwy i przyjemny. Dużo z tych wypowiedzi, które tyczyły się łatwego i przyjemnego szlaku traktowała tylko o odcinku Zawrat - Kozi Wierch, lub Zawrat – Kozia Przełęcz, ale to przecież nie jest nawet połowa...Jeśli dzielicie Orlą Perć na odcinki to bez lęku wysokości i z ogólną w miarę dobrą kondycją powinniście dać radę, ale jeśli planujecie przejść całość w jeden dzień to ostra jazda zaczyna się dopiero przed Granatami (a przynajmniej u mnie tam się zaczęła). Zmęczone od wspinaczki ręce drżały z wyczerpania, w nogach pojawiały się skurcze i drętwienie, a tu trzeba było iść, bo na ostatnim odcinku (jak dla mnie najcięższym przez ogólne wyczerpanie organizmu) nie można zejść wcześniej. Po prostu trzeba iść. A w zasadzie nie iść, tylko wspinać się i schodzić, bo odcinek od Granatów do Krzyżnego to ciągła wspinaczka wysoko w górę i zejścia w dół po osuwających się kamieniach. Może i brzmi tragicznie, ale naprawdę było wtedy dużo momentów, w których myślałam, że to już ponad moje siły. Jak widać Orla Perć weryfikuje też to co jest ponad twoje siły, a co tylko ci się wydaje , że jest :)



Jeżeli chodzi o trudne momenty to jest to również kwestia indywidualna i nie biorąc pod uwagę ogólnego zmęczenia, a jedynie ekspozycję i trudne technicznie momenty to wraz z moim współtowarzyszem dzieliliśmy się momentami grozy i diametralnie się one różniły. Dla niego dużym przeżyciem była słynna drabinka w okolicy Zamarłej Turni, którą trzeba zejść po pionowej, skalnej ścianie. Dla mnie był to jeden z najprzyjemniejszych momentów i wręcz sprawiał mi frajdę. Dla odmiany mnie stresowały zejścia żlebami, gdzie przez sypkie kamienie miałam wrażenie, że zjadę razem z nimi i zatrzymam gdzieś o wiele za daleko, by było co zbierać. Ze dwa razy zdarzyło się też, że nie starczyło mi nóg przy zejściu z jakiejś skalnej półki i trzeba było trochę pokombinować, żeby zejść nie obijając się zbytnio. Raz zawisłam też na łańcuchu nad przepaścią podczas zejścia gdzieś za Granatami, bo poślizgnęła mi się noga (kurcze! To był bardzo hardcorowy moment, ale byłam już tak wypruta psychicznie i zmęczona, że nawet się tym zbytnio nie przejęłam). Było bardzo mało momentów, w których się zgadzaliśmy co do stopnia trudności na samej Orlej Perci, ale w jednej kwestii byliśmy zgodni w 100%. Totalnym gwoździem był powrót z Krzyżnego do Kuźnic. Każdy krok z górki bolał jak cholera, bezwładnie lały się łzy, a potem nawet miałam halucynacje. Pewnie głównie te ciężkie momenty sprawiły, że przejście Orlej Perci było moim największym życiowym kondycyjnym i psychicznym sukcesem. I pewnie jeszcze długo tak pozostanie.

 
Podsumowując. Calość w jeden dzień daje w kość, ale może osoby o bardzo dobrej kondycji nie odczują takich niedogodności jak ja i nie będą musiały schodzić z Krzyżnego z płaczem.
Nie polecam Orlej Perci na pierwszy raz bez oswojenia się z dużą ekspozycją, ponieważ dużo odcinków jest jednokierunkowych, co wiąże się z tym że jak tam wejdziecie to już nie zawrócicie i nie będzie przebacz. Na próbę polecam np. na Świnicę lub Kościelec.





W drodze powrotnej z Krzyżnego do Kuźnic możecie zatrzymać się przy ciekawym stawie. Podobno w czasie suszy Czerwony Staw dzieli się na dwa mniejsze stawy lub całkowicie znika, a swój oryginalny kolor zawdzięcza sinicom, które zabarwiły kamienie.

 
Aaaa...nie byłabym sobą, gdybym nie nakręciła filmu z przejścia. Chociaż po pierwszej połowie już raczej mało kręciłam ze względu na brak sił to jednak trochę ujęć wpadło. Zapraszam na youtube.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Wild Heart Tour , Blogger